czwartek, 23 lipca 2015

Czas wakacji

Witajcie. Czas wakacji trwa, ja aktywnie sobie żyję i ni w głowie mi lalki. Pozdrawiam i urlopuję sie dalej  ;-)

wtorek, 14 lipca 2015

Brać los w swoje ręcę? Czy kupić puchatego kotka ?

Zdałem sobie sprawę, że wyrządziłem sobie wielką krzywdę tym wszystkim. Ktoś mi wyrządził.
W głowie mam bałagan i tyle. Jak to zmienić?
Nie wiem. Wpadłem w błędne koło. Siedzę i myślę. Myślę więc jestem? Jestem? Chyba wariatem, bo nic innego mi do głowy nie przychodzi. Fakt, brak pracy robi swoje, bo dziś po pierwszym dniu "ponownej" pracy, mimo cholernego zmęczenia czułem się dobrze- w kwestii psychiki. Nawet miałem ochotę poczesać lale.

Powiedzmy, że zrobię takie "koming out" - może takie uwolnienie pozwoli mi na coś. Nie wiem na co... *.*
Tak... jestem dzieckiem DDA. Zainteresowanych i niewidzących odsyłam do literatury.

Ostatnie 3 lata mojego życia. Powiedzmy 3. Bo już nie liczę. Były koszmarem. Są lepsze, gorsze i koszmarne dni. Moja psychika to pokrojona gąbka, ale żyje. Nie chce mi się wracać do tego co było, ale to doprowadziło do tego, że skrzętnie zacząłem pozbywać się rzeczy. Wyrzucałem, niszczyłem, sprzedawałem lalki... momentami przynosiło to ulgę, zadowolenie po czym był żal i rozczarowanie, że jednak nie potrzebnie. Chyba lepsze to, niż siąść i pić?
Może była to taka reakcja, a raczej na pewno była...iż to dobre! W razie gdy będę miał się wynosić z domu, spakuję torbę i sruuu, nie ma mnie.

Nie... Dziś mam lepszą chwilę i stwierdzam, że nie w tym droga. Nie umiałem inaczej w tamtym momencie... i potarganie książki [przepraszam!] było lepszym wyjściem niż sięgnięcie po żyletkę, wódkę czy amfę.
Każdy ma jakieś wyjście z sytuacji. Ja w momencie "wewnętrznego buntu" słabości i bezsilności w momencie upadku fundamentu rodziny radziłem sobie w ten sposób.

Te kilka lat, doprowadziło moją psychikę do jeszcze gorszej ruiny. Może nie pokazywałem tego na około, ale w środku mnie kipiało i kipi. Kładę się nocą i myślę, przewracam z boku na bok... nie śpię. Rano wstawałem niedospany.

Oglądałem w internetach co popadnie i głowiłem się, czemu ja nie mogę być taki fajny, mieć normalniej rodziny[ choć w każdej pewnie coś jest nie tak]... Nie wiedziałem kim jestem, nie wiem kim chce być. Gubiłem się w tym wszystkim .
Moim największym wrogiem jestem ja sam. Zamiast spiąć tą nędzną dupę i robić swoje, to ja tylko tak mówię, a dalej zjadam paczkę ciastek i dwa kiśle, po czy mówię, od jutro dieta, nie zaszkodzi mi. Potem staję na wagę i 100kg do przodu.


W głowie miałem plan. Oddać to co mam, spakować się. Wyjechać, spalić za sobą mosty. Ale nie potrafię. Boję się, że nie dam rady [znów odzywa się ta niepewność] , i w głowie mam te wszystkie myśl dobrych mi ludzi. No i co? To są ich myśli ich rady, a gdzie ja? Gdzie moje decyzje? Gdyby potem przyszło co do czego, może by i mówili "a nie mówiłam" Może i... ale wiedziałbym że to moja decyzja....

STRACH
bleee

Generalnie wstąpiła we mnie mega niechęć, wiele stało mi się obojętne.
Lalki są pase, mimo że dalej je lubię, oglądać, pomacać, ale nic więcej, mimo że w głowie roją się plany...
Jestem trochę wrakiem, trochę tytanikiem, trochę taką mimozą...
Hapi, endżoj !
 

piątek, 10 lipca 2015

Midge, morda jakich mało

Miałem w moim lalkowym życiu kilka Midżek. Nigdy do końca nie wiedziałem jak poprawnie to wymówić, więc zawsze kończyło się fonetycznie. Żadna nie zagrzała u mnie miejsca z racji tejże mordy. Taki trochę derp...
No a jakże nie?

Ostatnio jednak trafiła mi się w lumpie w całkiem dobrym stanie Florida Midge, tak więc poszła na dawcę i po spa prezentuje się następująco. Jedna z ładniejszych lalek z tym mo(r)ldem. Gerneralnie zestawiłem ją z Pretty in Plaid, bo są do siebie bardzo podobne, mimo różny moldów.


 Zdjęć nadal mało, pisania również. Pozdrawiam i tak dalej.


środa, 8 lipca 2015

Parżyanka nie dla mnie?

Hm. Ostatnią oczekiwaną lalką byłą ona. Parisian Barbie wydanie nr.2
...
Po pierwsze to nie chciałem jej, a jej poprzedniczkę i pierwszą Paryżankę. Taki cudem się okazało, iż pochopnie zakupiłem tą drugą, co dostrzegłem już po wpłacie. No ale mówię, też jest niezła, wiec niech będzie. Przyszła. Oczarowała mnie, miała zostać w pudle... postanowiłem jednak odświeżyć jej włosy, bo guma sparciała i generalnie chciałem jej dać ruchome ciałko. Wszystko się udało, tylko zaskoczył i zniechęcił mnie mały szczegół o którym nie doczytałem... iż lalka ma w środku krótkie wycięte włosy. Klops, więc zmiana fryzury jakoś nie wchodzi w grę. No cóż, uciułałem jakiegoś kitka i tak jest...
I so angry...


Generalnie lalka sama w sobie śliczna. Będę polował na jej pierwsze wydanie. Na ten moment ma ruchome ciałko, i będę pracował na fryzurą. eH. tyle...

czwartek, 2 lipca 2015

Wielki Chaos powraca, czyli Nie umiem żyć bez lalek...

Witajcie kochani! Pewnie macie mnie za skończonego kretyna, fe, ble idź i nie wracaj.. Ale wróciłem.
Decyzja o skasowaniu bloga i całej tej reszty... może była dość impulsywna, ale stało się. Taki krótki relax dał mi chwilę spokoju, jednak ingerencja w świat lalek wciąż była i jest.
Fakt pierwszy...  stan rzeczy i nie rzeczy w moim otoczeniu nie uległ zmianie, lalki dalej tkwią w pudłach i nie czuję potrzeby, ich wyciągania, choć wewnętrznie coś mnie kusi... Jednak ta myśl szybko odchodzi.
Fakt drugi... Rozpędem sprzedałem tyle lalek, że teraz mam tylko jedno wielkie pudło lalek, dosłownie 7 lalek w pudełkach i trochę akcesoriów...
Fakt trzeci... Dalej nie wiem co z życiem

Życie daje nieźle po dupie. Obecnie jestem na etapie " nie to wszystko szlag trafi", wiele rzeczy stało mi się obojętnych i wiem, że takim myśleniem nic nie zdziałam, ale motywatory mojego myślenia chyba wcale inaczej nie chcą. Wiem, że powinienem się uśmiechnąć, brać życie w swoje ręce. Gdy jestem sam, poza domem, ze znajomymi, to jeszcze cokolwiek mi się chce... Przekręcając zamek od drzwi, mam ochotę się zawrócić.

Niejednokrotnie myślałem, żeby rzucić to wszystko w kąt, oddać, sprzedać, zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i iść... zrobić z siebie Włóczykija. Dosłownie takie miałem myślenie. Straszne, ale prawdziwe. Jednak nie mam jaj, jestem facetem i nie mam jaj. To życie należy do mnie... to mają być moje decyzje, ale nie mam jaj i pewnie tak sobie będę tkwił, dopóki nie postawię twardego, zdecydowanego kroku, tego milowego. Wiem, że życie w PL to absurd i będąc młodym człowiekiem, bez życiowego doświadczenia, pracy i wsparcia... mogę sobie palec w d**e włożyć. Tak więc... dalej jestem zdania "czas wszystko pokaże" i do usłyszenia! :))