wtorek, 14 lipca 2015

Brać los w swoje ręcę? Czy kupić puchatego kotka ?

Zdałem sobie sprawę, że wyrządziłem sobie wielką krzywdę tym wszystkim. Ktoś mi wyrządził.
W głowie mam bałagan i tyle. Jak to zmienić?
Nie wiem. Wpadłem w błędne koło. Siedzę i myślę. Myślę więc jestem? Jestem? Chyba wariatem, bo nic innego mi do głowy nie przychodzi. Fakt, brak pracy robi swoje, bo dziś po pierwszym dniu "ponownej" pracy, mimo cholernego zmęczenia czułem się dobrze- w kwestii psychiki. Nawet miałem ochotę poczesać lale.

Powiedzmy, że zrobię takie "koming out" - może takie uwolnienie pozwoli mi na coś. Nie wiem na co... *.*
Tak... jestem dzieckiem DDA. Zainteresowanych i niewidzących odsyłam do literatury.

Ostatnie 3 lata mojego życia. Powiedzmy 3. Bo już nie liczę. Były koszmarem. Są lepsze, gorsze i koszmarne dni. Moja psychika to pokrojona gąbka, ale żyje. Nie chce mi się wracać do tego co było, ale to doprowadziło do tego, że skrzętnie zacząłem pozbywać się rzeczy. Wyrzucałem, niszczyłem, sprzedawałem lalki... momentami przynosiło to ulgę, zadowolenie po czym był żal i rozczarowanie, że jednak nie potrzebnie. Chyba lepsze to, niż siąść i pić?
Może była to taka reakcja, a raczej na pewno była...iż to dobre! W razie gdy będę miał się wynosić z domu, spakuję torbę i sruuu, nie ma mnie.

Nie... Dziś mam lepszą chwilę i stwierdzam, że nie w tym droga. Nie umiałem inaczej w tamtym momencie... i potarganie książki [przepraszam!] było lepszym wyjściem niż sięgnięcie po żyletkę, wódkę czy amfę.
Każdy ma jakieś wyjście z sytuacji. Ja w momencie "wewnętrznego buntu" słabości i bezsilności w momencie upadku fundamentu rodziny radziłem sobie w ten sposób.

Te kilka lat, doprowadziło moją psychikę do jeszcze gorszej ruiny. Może nie pokazywałem tego na około, ale w środku mnie kipiało i kipi. Kładę się nocą i myślę, przewracam z boku na bok... nie śpię. Rano wstawałem niedospany.

Oglądałem w internetach co popadnie i głowiłem się, czemu ja nie mogę być taki fajny, mieć normalniej rodziny[ choć w każdej pewnie coś jest nie tak]... Nie wiedziałem kim jestem, nie wiem kim chce być. Gubiłem się w tym wszystkim .
Moim największym wrogiem jestem ja sam. Zamiast spiąć tą nędzną dupę i robić swoje, to ja tylko tak mówię, a dalej zjadam paczkę ciastek i dwa kiśle, po czy mówię, od jutro dieta, nie zaszkodzi mi. Potem staję na wagę i 100kg do przodu.


W głowie miałem plan. Oddać to co mam, spakować się. Wyjechać, spalić za sobą mosty. Ale nie potrafię. Boję się, że nie dam rady [znów odzywa się ta niepewność] , i w głowie mam te wszystkie myśl dobrych mi ludzi. No i co? To są ich myśli ich rady, a gdzie ja? Gdzie moje decyzje? Gdyby potem przyszło co do czego, może by i mówili "a nie mówiłam" Może i... ale wiedziałbym że to moja decyzja....

STRACH
bleee

Generalnie wstąpiła we mnie mega niechęć, wiele stało mi się obojętne.
Lalki są pase, mimo że dalej je lubię, oglądać, pomacać, ale nic więcej, mimo że w głowie roją się plany...
Jestem trochę wrakiem, trochę tytanikiem, trochę taką mimozą...
Hapi, endżoj !
 

2 komentarze:

  1. Brać los w swoje ręce. Ale nie pod wpływem emocji, bo wtedy łatwo zrobić coś głupiego... a tego nie chcesz, prawda?

    Znajdź sobie terapeutę albo przynajmniej zaufaną osobę, z którą można pogadać i zobaczyć całą sytuację z boku. Potrzebujesz nabrania dystansu do tego, co się zdarzyło, i poczucia sprawczości, samemu jest trudno to osiągnąć. Niektóre sprawy trzeba rozgrzebać i przerobić, boli jak diabli, ale ostatecznie się opłaca.
    To nie jest łatwa droga, tyle że ucieczka niczego nie załatwi, problem będzie w Tobie tkwił i zatruwał życie. Szkoda by było je całkiem zmarnować.

    Są rzeczy, których nie naprawisz i nie odwrócisz. Na zawsze będziesz DDA, ale możesz sprawić, że będzie to tylko jakiś element życiowego doświadczenia, a nie główny motor twojego działania. Powodzenia, trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jako miłośniczka słowa drukowanego a omijająca na kilometr procentowe trunki -
    tak, lepiej, żebyś potargał, pogryzł, porwał książkę (chcę wierzyć, że jakieś stare
    podręczniki) - niźli pił - ja z tego samego powodu co i Ty - po prostu ograniczam
    (w życiu płodowym już wystarczająco napojono mnie wbrew wszelkim normom)

    a jak już przetrzebisz całą biblioteczkę - poszukaj profesjonalnej pomocy - obcym
    rzeczywiście często łatwiej opowiadać - a czasem wyrzucenie z siebie swego
    niepokoju, złości, gniewu, bezradności - pomaga... czasami... tak czy siak - po
    prostu trzymam kciuki!!!

    ...i tak - wracaj do lalek - one już niejednego ludzia na ludzi wyprowadziły ;P

    OdpowiedzUsuń