piątek, 19 sierpnia 2016

Z deszczu pod rynnę, czyli smutna bajka o współlokatorach.

Witam was kochani...  
Jeśli zgubię gdzieś "J" to przepraszam, ale ta literka mi szwankuje....
Dziś podczas sprzątania nasunął mi się pomysł na wpis, ogólno-życiowy, a dokładnie o współlokatorach, których "nie znamy". Nie miałem częstej okazji pomieszkiwać z ludźmi, całe życie spędziłem w domu rodzinnym gdzie zawsze było czysto i z tąd wyniosłem tą lekcje. 
Fakt, że burdel potrafię zrobić konkretny to wiem, ale umiem po sobie posprzątać. Różnica jest też w tym, że SYF, a BAŁAGAN to różnica. Przynajmniej dla mnie.
Tak więc od czego by tu zacząć... 
Pierwsza styczność z "współlokatorami" zaczyna się dość wcześnie, mówię tu o koloniach, czy innych wyjazdach, gdzie dzielimy pokoje z kolegami czy koleżankami. Fakt, może w takich przypadkach porządek nie jest najważniejszą rzeczą, ale już wtedy dochodzi do kumulacji bałaganowej... Do dziś pamiętam jak siostra mi opowiadała, że jak sprzątały pokój, to wrzuciły wszystko do szafy, nawet skórki od bananów xD 
Ja osobiście nie zbyt pamiętam swoje kolonie, ale utkwiło mi w pamięci, jak koledzy z klasy z którymi dzieliłem pokój, z każdego śniadania znosili suchy chleb, co by go potem zjeść... W efekcie uzbierali stertę chleba, który potem wyrzucili za okno dla ptaków... O.o Generalnie jeden z tych kolegów do dziś jest strasznym syfiarzem xD

Idąc dalej... takim konkretniejszym pomieszkiwaniem był studia w Krakowie... dokładnie w akademiku. 
Cud sprawił,że miałem świetnych lokatorów, bo poznaliśmy się w oczekiwaniu na pokoje i akurat nas przydzielili razem. Cieszyłem się do czasu, bo mimo tego że ktoś jest fajny, nie znaczy że nie robi burdelu... 
Gdy ja po zajęciach wybywałem w miasto zamiast studiować, oni spędzali godziny grając w gry itp... 
W pokoju piętrzyły się naczynia, a pod łóżkiem koty z kurzu. Jedyną osobą sprzątającą byłem ja... 
Oczywiście studiów nie skończyłem... ^^

Od tamtego czasu minęło trochę czasu ... masło posmarowane masłem... i przez tenże czas byłem w domu. Pamiętam dokładnie, bo od tamtej pory zbieram lalki ! 
Po tych kilku latach , znalazłem się tu, w Anglii i jestem już w 3 mieszkaniu i mogę swoje powiedzieć. 

Na początku mieszkaliśmy z rodziną mojego przyjaciela, z którym obecnie mieszkam. 
Domek był nie duży, ale każdy miał swój kąt. Nie było brudno, bo mama K. trzymała musztrę i jak to kobieta wychowana na wsi zawsze chałupę ogarnęła. Poza tym każdy swoje dołożył, trzeba było pilnować wywozu śmieci, i takie tam. Poza tym w domu było dziecko, więc zrozumiałe, że był BAŁAGAN. :)
To było do przeżycia, 
W momencie, gdy zmienialiśmy pracę, zmieniliśmy również mieszkanie. 
Nasza menagerka dała nam namiar, na kogoś kto mieszka blisko miejsca naszej pracy i zaoferował, że może kogoś ugościć. No ok... Zadzwoniliśmy i pierwsze co to K. powiedział, że ten gość jest dziwny, że zadaje masę pytań i wgl. nie chce tam się wprowadzać. 
W jednym dniu umówiliśmy się na"widzenie... 
Okazało się,że gość mieszka sam, ma ładny zadbany dom i z chęcią kogoś przygarnie. Zawsze będzie mu weselej, oraz łatwiej opłacić rachunki... 
Wszystko byłoby ok, bo do wszystkiego idzie przywyknąć, jednak miał swoje paranoje. Chorował na natręctwa... I miał manię zbieractwa. 
Gdybym mógł, opisał bym tu całą stronę, ale to był chory człowiek, jednak dobry i zawsze pogadał, pośmialiśmy się nie raz. Poza tym miał pasje, zadbany ogródek i pracował. 
Czas ten jednnak minął i zdecydowaliśmy się wyprowadzić, co by zaczerpnąć trochę luzu... 
Miało być super. Mieszkamy obecnie w 4 osoby, z rodzeństwem z którym pracujemy. 
Jakie to były plany... Fakt, zrealizowaliśmy je, czyt. urządziliśmy się... Co do reszty to trochę nie pykło...
Fakt, że pracujemy dużo, nie oznacza, że musimy żyć oddzielnie. Jednak po pracy oni zamykają się w swoich pokojach, a rano mrukną coś pod nosem i tyle. Czasem są dobre i lepsze dni, ale poza tym ja i K. żyjemy sobie  sami w swoim świecie. 
Poza tym są strasznymi syfiarzami. Ona jeszcze ujdzie ale on... 
Pojechał na urlop. Cztery dni temu. 
- nie zamknął okna
- nie posprzątał pokoju....
- pojemnik z żarciem stoi w kącie...
- nie wyłączył laptopa...
- nie zrobił nic...
- zabrudził ścianę kawą
- nie odkurzył od wprowadzki
- ubrania leżą brudne razem z czystymi
 
Ugotowany ryż stał na szafce 4 dni, nie tknął go i pojechał... 
Potrzaskała kieliszek, stoi 3 dzień....
Banany z szafki, w której leżały nie wiem ile, przeleżały drugie tyle na blacie. 
Dziś sprzątałem mieszkanie, to je ... wy*ebałem. A niech mi ino coś powie...
Szkoda gadać. 
Tyle dobrze, że my mamy swoją strefę...
Wracając jeszcze do jednej rzeczy... Nie mówię, że chcę być wszędzie zapraszany, czy żeby traktować mnie czy K. jako jakąś świętość, jednak nie czuliśmy się dobrze, gdy M. robił urodziny i nas nie zaprosił. Nie było nawet głupiego pytania, czy może nie chcemy przyjść? (Małe wprowadzenie: moi lokatorzy i nasza menagerka z jej mężem (M) to rodzina i wszyscy pracujemy w jednym miejscu) . Tak więc znamy sie... i na tych urodzinach były też inne osoby z pracy, więc helo... 
Druga sprawa, tak że mieliśmy wielce robić parapetówe... Pewnego dnia, przyjechali do nich właśnie meganerka z mężem, rzucili zdawkowe .. hej i zamknęli się w pokoju. Bez słowa, czy może napijecie się z nami piwa, czy cokolwiek... To jest dla mnie paranoja. Jak mam na to wy*ebane, tak uderzyło mnie to ...
Na szczęście, do Grudnia mamy umowę, ja podziękuję. Bo z takimi mieszkać nie będę...
AMEN :D 
Oscar dla tego co do końca wytrzymał :D



16 komentarzy:

  1. Wspólne mieszkanie to wielki sprawdzian i nie zawsze wychodzi super, ale nie bierz do głowy, to przecież nie będzie układ na stałe. :-) Trzymaj się, pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie cieszy, bo długo bym nie wytrzymał...

      Usuń
  2. ...hmmm powiem tak: w końcu zobaczysz jak wygląda "prawdziwe życie", jeszcze trochę, to dopiero początek. Każdy to przechodzi, dopiero jak się człowiek z czymś zetknie, to zrozumie, co inni mówią.

    OdpowiedzUsuń
  3. no gdzie ta statuetka, no gdzie??? mieszkałam z różnymi Ludzikami -
    ale dotąd pamiętam kobietę, która nie pozwalała mi prać w misce,
    bo przecież zużywam wodę - a może wystarczyłoby tylko przewietrzyć ;P
    i nieważne, że płaciłam wszystko, co trzeba było i wracałam tylko na
    noc - bo po pracy biegłam na maraton kolejnych ciekawych książek do
    Biblioteki Narodowej, więc jeśli cokolwiek zużywałam - to tylko rano
    i wieczorem... no cóż - nasłuchałam się też wręcz STRASZNYCH opowieści
    od koleżeństwa ze studiów - więc moje skąpiradło to pikuś, Pani Pikuś!

    OdpowiedzUsuń
  4. ... bo są "ludzie takie i takie" :/ . Dopiero w trakcie wspólnego mieszkania okazuje się co w kim drzemie... Mam nadzieję, że od nowego roku trafisz w lepsze miejsce :) .Statuetkę postawiłam na półce - będzie mi przypominać o konieczności zrobienia porządku na biurku :):)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię takie życiowe posty więc przeczytałam jednym tchem.
    Ja bym z takimi ludźmi nie wytrzymała. Mój lokator to był anioł. Wręcz smutno mi było jak się wyprowadzal. Ale takiego ze świecą szukać. A może po prostu się zgralismy charakterami. No i znaliśmy się od 1 klasy podstawówki, a z moim mężem od urodzenia. Także wiedzieliśmy kogo bierzemy pod swój dach. Gorzej jak mieszka się z obcymi... wtedy niezle szydło wychodzi z wora .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam całe szczęście że mieszkam tu z moim przyjacielem od dziecka wiec zawsze to jest weselej, bo nawet w pochmurne dni rozwesela mnie swoim żartem :D
      Niestety, zawsze na początku jest cukierkowo...

      Usuń
  6. Choć to wkurzające do potęgi n-tej, trzeba to przełknąć i szybko poszukać czegoś lepszego! Wiem, łatwo powiedzieć, gorzej zrobić :-)
    Raczej takich ludzi nie sposób zmienić, tacy są i będą.
    Życzę Ci znalezienia fajnych, odpowiedzialnych współlokatorów!
    Poza tym chcemmm tego Oscara :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się okaże co będzie. ;D
      Oscar dla wszystkich!

      Usuń
  7. Cóż, dolicz to jako element swojego doświadczenia, który po latach będziesz wspominał z uśmiechem na ustach i żartował o nim. Czasem człowiek musi zetknąć się z czymś nieprzyjemnym, żeby postawić przed sobą właściwe priorytety przyszłego działania. Poznałeś smak życia "na współlokatorce", a to się przydaje pod wieloma względami: poznajesz specyfikę różnych ludzi, uczysz się jak radzić sobie z przeciwnościami losu, hartujesz się. :-) Życzę, abyś trafił na jakichś bliższych Twoim zasadom współlokatorów. :-) Uszęta do góry, pierś wypięta i podążaj swoimi marzeniami. Kiedyś się spełnią. Oskara też zabieram, a co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co. Oskar dla tej pani!
      Piękne i mądre słowa i dziękuję :)

      Usuń
  8. 3 razy wynajmowałam pokój i powiem szczerze, że sytuacja, kiedy każdy zamyka się u siebie to chyba najlepsze wyjście. Miałam wspólokatorkę, co wparowywała do pokojów bez żadnego pukania ani uprzedzenia... I eko-współlokatorkę, co nic a nic nie słodziła, ale jak robiła imprezkę, to wykładała na stół cudzy cukier dla gości. A mistrzostwo to parka z psem, której się nie chciało wychodzić na spacery i piesek robił "to" na przedpokoju. Nigdy więcej współlokatorów ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja cie nie moge, też niezłe miałaś przeżycia! xD

      Usuń
  9. Nie mam takich doświadczeń, na szczęście może, ale podobnie mam w pracy. Sprzątanie po kimś jest irytuje mnie niezmiernie, szczególnie po kimś, kto jest po prostu niereformowalny:( Na szczęście u ciebie to stan przejściowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokłądnie. Na tez czas z współlokatorką bardziej się "zawiązliśmy". Wspóltokatora dalej nie toleruje...

      Usuń
  10. Samo życie. Takich przygód jak współlokatorzy nie dostarczy nikt, ale chyba warto przez to przejść bo to uczy wiele o ludzkiej naturze. Chociaż ja w tym temacie jestem niedouczona, ponieważ nigdy nie współwynajmowałam niczego, za to doświadczam wielu spięć w pracy dzieląc pokój z dwoma paniami. Jedna jest niesamowitą pedantką i ogromnie dba o czystość ze względów zdrowotnych, a druga to flejtuch jakich mało, a obie bardzo uparte i chcą zdominować tą naszą małą grupę, stawiając koniecznie na swoim. W przypadku dzielenia pokoju w pracy, nie mogę zamknąć się u siebie czy inaczej od tego uciec, nic nie poradzę, do roboty trzeba przychodzić i swoje robić w takich warunkach jakie są.

    OdpowiedzUsuń