niedziela, 23 lipca 2017

Powroty w przewroty.

Witam was moi mili lalkowi przyjaciele. Aktywności za grosz! Niedobry ja!

Dziś poniedziałek i przychodzę do was z wieściami.

Ostatni czas był dla mnie trudny. Może w dużej mierze sam sobie to wyolbrzymiałem[ nie wiem ], ale był.
Od końca 2015 roku, mieszkam w UK. Pracuję w parku rozrywki, którego nazwy nie przytoczę, bo to nie ma znaczenia.
Tak więc jest to praca sezonowa, na umowę, a z obecnym stanem zamieszkania mogę żyć spokojnie, nie martwiąc się o to co do gara włożyć.
Sęk w tym, że jeśli człowiek nie ma dobrze w głowie to nigdzie mu dobrze nie będzie.
Tak więc wracając do początku. Mieszkam tu i pracuję, ale w ostatecznym rozrachunku, postanowiłem wrócić do PL... czy na stałe tego nie wie nikt, bo sam nigdy nie sądziłem że moje życie się tak a nie inaczej potoczy.
Skumulowało się na to wiele czynników, od stresu w pracy który kompletnie mnie wykańczał, mimo iż praca fizycznie ciężka nie była. Co prawda muszę stać 9 godzin i obsługiwać kilentów, którzy narzekają cały czas, latać jak pomylony i ściskać dupę, bo zza rogu może wyskoczyć jakiś nadmenager... Ciągle upominać dzieciaki żeby nie waliły w maszyny, kontrolować porządek itp, itd... W momencie nerwowego apogeum tak wydarłem się na kolegę, że aż mi głupio było, ale miałem taki atak nerwów, że chciałem pęknąć.
Poza tym tak jak mówiłem, nie mogę już słuchać słowa EXCUSE ME, który wyskakuje zza każdego rogu, dodatkowego łapania za ramiona albo tyrpania, machania z daleka jak do lokaja... Wiem, że to moja praca, ale mam dość i wiem że narzekam ale ten kto to przeżył będzie wiedział o czym mówię. Koleżanka poddała się po jednym dniu, inna zaś jakby mogła to rzucała by ludźmi. Od przyjazdu jak poznałem wesołą dziewczynę, tak w pewnych momentach stała ze łzami w oczach, co było spowodowane dodatkowymi wewnętrznymi rozterkami. Wróciła do Polski po miesiącu.

Także powodem powrotu jest potrzeba odpoczynku. Chcę jechac w góry, wyciszyć się...
Chcę mieć wszystko na miejscu... znajomych, lekarza, rodzine... Tak najważniejszy powód, to potrzeba pomocy babciom.... Bo czuję się winny, że mimo wszytsko ja jestem tu, a im trzeba pomocy. Jesli czytał ktoś wcześniejsze posty to wyjaśniłem conieco...

Myślę tez ciągle nad życiem, nad planami. Chcę pozałatwiac parę spraw, zacząć coś dzialać... Poświęcić się pasjom! Uregulować stan zdrowia, bo niestety pofolgowałem sobie ostro.
Chcę coś zacząć budować.... coś swojego. Bo tak naprawdę mam dwa lata i w plecy i nie w plecy.

Niby każdy coś radzi, ale muszę iść za głosem własnego rozsądku.

Idę.
Trzymajcie się ciepło!

8 komentarzy:

  1. Uszęta do góry! Każde doświadczenie jest cenne i czegoś nas uczy. Widać, że powoli znajdujesz swoją drogę. Brawo. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. będę po cichutku obserwować
    a głośno - kibicować :DDD

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie ta wiadomość bardzo cieszy (tzn. to, że wracasz, a nie że nie było tak bajkowo jak zakładałeś) dlatego, że zawsze to miło mieć przyjaciela nieco bliżej siebie, niż nieco dalej :) Jak zawitasz do Polski znasz numer...

    OdpowiedzUsuń
  4. Przykre doświadczenia też są potrzebne - czas kiedyś pokaże, do czego. Trzymaj się. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi też źle na emigracji :( rozumiem Cię doskonale.
    Jedyną moją radością poza rodziną jest hobby. Choć i to często nie wystarcza... ech.

    OdpowiedzUsuń
  6. Yeah! Dollby znów na polskiej ziemi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem krok wstecz jest większym krokiem w przód niż do tyłu :) Szukamy szczęścia wszędzie, gdzie nas nie ma, zamiast cieszyć się życiem i tym, co mamy. Mam nadzieję, że znajdziesz w końcu to, czego szukasz :D Wszystkiego najlepszego, Danka :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj znam to, praca z ludźmi jest ciężka. Może być fajna, ale tylko na krótki czas w młodszym wieku. Nie na stałe i nie na zawsze. Swoją pierwszą pracę w sklepie wspominam po latach pozytywnie i z sentymentem. Mimo wielu trudności, wyniosłam stamtąd lekcje na całe życie. Póki możesz, nie bój się zmian, warto szukać lepszych rozwiązań. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń